| DNA SCRY by Zossian |
|
|
|
| Wpisany przez Zossian (komentarz Doriel) |
|
DNA SCRY By Zossian Tłumaczenie Doriel & Dorrek Sliding down the Ladder; a Nameless Aeon Working
(Świadomość musi być utrzymywana na DNA przez cały czas; zbytnia identyfikacja z formą, która przyciąga bądź odpycha, wyłącznie zastępuje poprzednie powiązania nowymi i wstrzymuje pracę. Może to być niebezpieczne. Raz zaczęty, rytuał MUSI za każdym razem być doprowadzony do końca)
Komentarz by Doriel
Wejrzenie we własne DNA uważam, za dobry początek praktyki metamodelu biologicznego. Chciałam jednak zaznaczyć, że przytoczony powyżej rytuał jest tylko wskazówką, a nie opisem tego, co MUSI zrobić adept. Dodam tutaj jeszcze, że modyfikacje tego rytuału dają nam wręcz nieskończone możliwości z zakresu transgresji i modyfikacji ciała, gdyż będąc w Łonie Matki, możesz zacząć wszystko od nowa. Moim zdaniem sposób wejścia w głęboką gnozę opisany w punktach 1-7 jest dość kłopotliwy i każdy może go zastąpić swoim własnym sposobem. Nie radziłabym, przy rytuale o tak dużej ingerencji we wszystkie dziedziny psyche (zapewnie nie tylko psyche) używać chemognozy. Jednak nie należy tutaj zapominać o ważnym elemencie, jakim jest rozważanie własnego życia i zapisywanie Kluczowych Wydarzeń. Ja interpretuję Kluczowe Wydarzenia, jako punkty, czy okresy czasu w przeszłości, które miały decydujący wpływ na nasze życie, na to, KIM JESTESMY teraz, uważam, że umieszczenie w notatkach ważnych dla nas osób też jest wskazane. Idąc za autorem całą kartkę (kartki) zapisujemy sigiliami, mantrami i notatkami i palimy. Uważam, że cały rytuał nie powinien, razem ze snem, trwać więcej niż 12 godzin. Sam pomysł z traktowaniem słonej kąpieli, jako Łona Matki, jako wód płodowych (także praoceanu) uważam za naprawdę wspaniały. Sól morską IMHO można zastąpić zwykłą, chyba, że ktoś lubi rytualizację. Jeśli chodzi o wizualizację DNA to autor moim zdaniem nie odrobił do końca pracy domowej, gdyż wchodzi tutaj w zagadnienia replikacji DNA i transkrypcji, oraz wydaje mi się, że lekko te dwa, jakże różne procesy myli. Wspomniany „Posłaniec” to messengerRNA (może nie powinnam tego tłumaczyć z angielskiego na polski, ale zaraz i tak wszystko postaram się wyjaśnić) w skrócie mRNA. Odpowiada ono za przepisywanie informacji genetycznej z DNA na białka. Dla tych, co są słabi z biologii, chodzi o to, że enzymy komórkowe odpowiadające za produkcje białek nie umieją czytać informacji, jakie białko powinny zbudować z DNA, potrzebny jest do tego mRNA, który jest jakby „pośrednikiem” miedzy DNA, a białkami. Nie wiem, czy wstawienie mRNA do wizualizacji było celowe, jeśli tak, to autor powinien moim zdaniem wytłumaczyć, czym ono w ogóle jest. Drugą kwestią, która wymaga wyjaśnienia jest moment, w którym widzimy rozplatające się nici DNA. Nie wiem czy autorowi chodziło o replikację (proces, w którym nici rozdzielają się, a do każdej pojedynczej nici jest dobudowywana druga, zgodnie z regułą komplementarności zasad azotowych), czy o to, żeby „wejść głębiej” w DNA i poznać jego budowę. Zaznaczę tu jeszcze, że wspomniane przez autora 4 aminokwasy to nie żadne aminokwasy tylko zasady azotowe (patrz przypisy). W pewnym momencie wizualizacji pojawia się wędrówka przez formy „przejściowe” naszej ewolucji. Jest to jak się wydaje świadome nawiązanie do procesu, który zachodzi w życiu płodowym, a polega właśnie na tym, że płód przypomina kolejne „stadia ewolucji” zwierząt. Nie oznacza to oczywiście, że jesteśmy w naszym życiu płodowym rybami, czy gadami, ale o podobieństwo pewnych układów do układów naszych mniej zaawansowanych przodków. Bardzo dobrze jest to widoczne w rozwoju układu krwionośnego i nerwowego (zainteresowanych odsyłam do literatury medycznej). Oczywiście w rytuale dokonujemy regresji od formy ssaczej, aż do pojedynczej komórki, z której się wywodzimy.
Dla pogłębienia wizualizacji DNA pozwolę sobie wstawić mój opis wizualizacji DNA (napisany dawno temu, z powodu, który utonął w mrokach niepamięci).
DNA – kwas deoksyrybonukleinowy, składa się z cukru, fosforanu, oraz zasad azotowych. Widzisz już przed oczami ten obraz, który utrwalają Ci od dzieciństwa, superspirala, alfa-helisa, czy po prostu nić DNA. Jak w animacji komputerowej nić obraca się wokół własnej osi, zbliżasz się do niej, widzisz coraz wyraźniej symetrię skrętów, idealną, nigdy niezachwianą symetrię. Bliżej, widzisz, że podstawę każdej nici stanowią elementy przypominające pięciokąty, to deoksyryboza, cukier pięciowęglowy, na zewnątrz w od nich widzisz cząstkę, przy każdym pięciokącie jedną, to fosforan, i w końcu wnętrze spirali wypełnione tymi połączonymi ze sobą wielokątami – to zasady azotowe. Widzisz ze zasady nie mają widocznych połączeń, a jednak całość pozostaje związana przez niewidzialną siłę, którą nauka określiła jako wiązania wodorowe, adenina do tyminy, guanina do cytozyny. Mijasz nieskończoną liczbę takich par. Każda coś oznacza, koduje. Kod budują same pary, ich położenie, kolejność, powtarzalność – genom! W końcu zanim dojdziesz do końca nici spotykasz miejsce replikacji, dużo dziwnych białek, podwójna nić DNA rozdzielona, rozpleciona, z jednej strony masz już dwie nici, z drugiej jeszcze tylko jedną. I następna nieskończona ilość par zasad, nieskończona ilość informacji.
[i] Messenger – odniesienie do mRNA [ii] Tutaj mały fail ze strony autora, chodziło mu zapewne o cztery zasady azotowe (adenina, guanina, cytozyna i tymina), które nie są aminokwasami.
|




