| Świadomość |
|
|
|
| Wpisany przez Sariel |
|
To, co znajduje się w tym artykule to wolne dywagacje z dziedziny magii, filozofii i zen. Myślę, że świadomość powinna być dla maga jednym z podstawowych elementów rozwoju. Jednakże każdy jest inny, więc trudno napisać o tej części struktury człowieka cokolwiek, co miałoby sens dla wszystkich. Zwłaszcza, jeśli staramy się przy tym uwzględnić tak subiektywny element rzeczywistości, jakim jest magia. Zacznijmy, więc od początku, – Czym jest magia? Magia jest tajemnicą. Kim więc są magowie? Są ludźmi, którzy starają się tą tajemnicę zgłębić. Tyle, że po zgłębieniu tajników i określeniu zasad magii przestaje ona być czymś nieznanym. Przestaje być magią. Kim więc są magowie? Kim wy jesteście? Na to pytanie odpowiedzcie sami. Suche fakty. Jeśli można o czymś takim mówić w tej dziedzinie istnienia. Dziedzinie subiektywnej do bólu i tak hermetycznej, że prawie nie do dowiedzenia niczym z poza magii. Miast, więc o suchych faktach będę pisał o mniemaniach. Mniemam, że coś wiem. Mniemam, że JA coś wiem… Cogito Ergo Sum. Lecz skąd wiem, że to Ja myślę? Może ktoś myśli za mnie? Jeśli tak jest to czy to „ja” jest tym czymś, co myśli za siebie? Jeśli ktoś myśli za mnie to czy może być mowa o Woli? Już nie mówiąc o samym pojęciu własności – moje ciało, moja energia? Chyba nie. I nie ma, co się za bardzo nad tym problemem rozdrabniać gdyż, jeśli to prawda to i tak Ja nic nie wykoncypuje. Skupmy się, zatem na drugiej opcji – myślę ja.
Czym jest samoświadomość? Właśnie zdałem sobie sprawę, że to jednak ja myślę. Każda inna opcja wkracza w dziedzinę paradoksu, który, na razie wykracza poza granicę ludzkiego pojmowania. Skoro wiem, że Ja myślę, więc Ja wybieram. Jeśli więc mam świadomość siebie jako istoty myślącej, nawet z braku innej opcji to muszę przyjąć, że samoświadomość jest metodą obserwacji siebie jako takiej istoty. Więc zarazem potwierdzeniem teorii, że Ja jest tym, za co je uważam. I muszę dodać, że jest to – z punktu widzenia ludzi – jedyna metoda, w sumie pozorna –idem per idem. Czy więc może samoświadomość jest błędem analitycznym? Metodą, która nie wnosi nic i nic nie wyjaśnia? W tym ujęciu na pewno. Jednak samoświadomość ma jeszcze jedną funkcję – obserwację zmiany świadomości. A co za tym idzie; określanie definicji rozwoju i regresu osobowości. Jednym słowem to ona a nie żaden inny fragment świadomości określa, co jest dobrem lub złem. Co jest utylitarne a co szkodliwe dla mnie? Tak, więc dzięki samoświadomości mamy to, co zwie się osobistym prawem moralnym. Choć u większości ludzi zostało ono stłumione przez wpojone prawa moralne ogółu – tradycja, rodzina, religia. Jednakże każdy mag ma na tyle rozwiniętą samoświadomość by próbować walczyć ze sztywnym, narzuconym z zewnątrz prawem moralnym. Dzięki czemu ma możliwość po wielu ćwiczeniach odkryć własne.
Pierwszym krokiem do odkrycia tego elementu prawdziwego Ja jest odrzucenie wszelkich praw i wartości rodzinnych, tradycji, kościoła czy nawet własnego instynktu. Większość ze zdolnych ludzi na tym etapie – niestety – się zatrzymuje. Tłumią w sobie wszelkie prawa do tego stopnia, że gdy w tym natłoku idei pojawia się ich osobiste prawo moralne – nie zauważają go i traktują jak wszystkie pozostałe. A ważne jest by je zauważyć i rozpoznać. Bo tylko to pozwoli nam określić, czym jest Prawdziwe Ja. Użyteczność samoświadomości nie ogranicza się tylko od praw moralnych, ale dotyczy całego Ego. Aby można było mówić o tym, że Ja jestem magiem należy się dowiedzieć, czym jest Prawdziwe Ja. Jednakże odrzucenie Ego nie jest już takie proste. Gdyż, jeśli odrzucimy całego siebie- wliczając w to samoświadomość, to skąd będziemy wiedzieli, że to, co się pojawiło to prawdziwe nieskażone zewnętrznymi czynnikami Ja? Kiedy odrzucimy wszystko to co pozostanie to będzie właśnie prawdziwe Ja. Jednak, jeśli jesteśmy świadomi, że coś zostało – top nie odrzuciliśmy wszystkiego. Ale to już wyższa szkoła zen. |




